O autorze
Tata Karola, prywatnie Hubert – to ojciec dwójki małych ludzi, którzy zupełnie zmienili jego życie. Na lepsze. Zmiana ta była na tyle silnie oddziałująca na jego codzienność, że zaczął o tym pisać. I nie przestaje do dziś. Jako szczęśliwy mąż realizuje się także w roli propagatora odpowiedzialnej roli ojca w wychowaniu dzieci. Lubi dzielić się z dziećmi tym, co go pasjonuje. Muzyka, obraz i podróże. I wokół tego snują się opowieści o dzieciach, uczuciach, smakach, zapachach, przestrzeniach a czasem o wszystkim naraz. Trochę amorficznie, nie zawsze zgodnie z wektorem czasu, niekiedy abstrakcyjnie.

Podróżowanie z dziećmi - Japonia. Pierwsze impresje.

Wylądowaliśmy w Tokio. Nie wiemy która tak naprawdę jest godzina. Ciało mówi, że noc, oczy mówią że nie. Ale jest zaskakująco swojsko. Znaczy swojsko jak na Azję. Więc " ahoj przygodo!"

Specjalnie nie dotykałem telefonu, aby automatycznie zmieniał strefy czasowe. Ten zabieg sprawił, iż nie kontrolowałem tego, jaka naprawdę jest godzina. Bo jaka jest teraz godzina? Ta Warszawie nie ma w zasadzie znaczenia, a ta na miejscu jeszcze absolutnie nie chce być zaakceptowana przez mój organizm. Więc pierwszy raz w życiu nie kontrolowałem tego, co się dzieje z czasem tylko spokojnie starałem nie spóźnić się na kolejny lot. Z Dubaju do Tokio podróż trwała ponad 9 godzin Karol spokojnie spał, a ja miałem czas na to, żeby bez pośpiechu poczytać sobie przewodnik o najważniejszych rzeczach, które można zobaczyć w państwie Kwitnącej Wiśni.

Lotnisko w Tokio przywitało nas zaskakująco ... swojsko. Nie dlatego, że jest podobne do lotniska na Okęciu, ale dlatego, że podróżując trochę po Azji przywykliśmy do tych klimatów i lubimy je na swój sposób. Singapur jest może bardziej zadbany, ale ponieważ mieliśmy wysokie oczekiwania, takie oczekiwania, które trochę nas onieśmielały (że drogo, że nie można się dogadać, że łatwo się zgubić między słowami etc) to miłe rozczarowanie zaskoczyło nas zaraz po wylądowaniu. Oczywiście literki są inne (kto raz się zgubił na ulicach Bangkoku, temu jest łatwiej to ogarnąć, bo wie że patrząc na nazwy ulic i mając nawet mapę też do celu się nie dojdzie) ludzie mówią po angielsku czasem słabo, ale udało nam się spojenie kupić bilety na pociąg do Tokio, udało nam się dotrzeć do naszego pokoju i zjeść pierwsze kluski na mieście. Myślałem, że będzie trudniej.

Karol w tym wszystkim czuje się jak ryba w wodzie. Podróż zniósł rewelacyjnie, bez żadnych marudzeń, pojadł, pogadał z ludźmi i pytał się tylko kiedy dojedziemy do tych Japończyków.

Kiedy w końcu dotarliśmy do miejsca, gdzie spędziliśmy pierwszą noc powiedział tylko że musi walnąc kluchy, bo jest głodny i doszedł do wniosku, że czas położyć się spać. Było już dobrze po 20:00 kiedy dojechaliśmy, więc jego wymagania były jak najbardziej naturalne. Nie mógł trochę zasnąć, bo jet lag im człowiek starszy tym bardziej widoczny, więc pomęczywszy się trochę kręcąc pod kołdrą zasnął w końcu i spał do 12:00. Tak to przeważnie pierwszego dnia w Azji jest.



Więcej na
Blogu taty Karola
Trwa ładowanie komentarzy...